Angel jak powiedział mi te słowa to mnie bardzo zraniła wiec nie mogłem się do niej odezwać ani po paczyć wiec uciekła do swojego pokoju. Jak zostałem sam wkurzyłem się na siebie i walnąłem stół z całej siły i rozwaliłem go ponieważ to moja wina że tak się dzieje. Zraniłem Angel moją osobą wiec murze to poprawić wiec spakowałem się i miałem zamiar odejść stąd żeby już jej nie ranić. Rano jak zwykle poszedłem na moje ostatnie lekcje wtedy nie było Angel znowu mnie unikała ale już nie będzie musiała. Pożegnałem się z wszystkimi, zabrałem swoje bagaże , wszyłem z zamku i szedłem na przystanek autobusowy ale zatrzymałem się na łące żeby po paczyć na gwiaździste niebo było na prawdę przepiękne. Jak chciałem odejść to zjawiła się Angel ale ja się odwróciłem i chciałem pójść ale ona złapała mnie za bluzę i nie chciała mnie puść.
-Puść mnie! śpieszę się na autobus!- powiedziałem lekko wkurzony
-Nie! nie!- krzyknęła
-Dlaczego?- zapytałem
(Angel?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz